Jesteś tutaj
Start > TAK > Toksyny w kosmetykach – trucizna, której dostarczamy sobie sami

Toksyny w kosmetykach – trucizna, której dostarczamy sobie sami

toksyny w kosmetykach

Lubisz malować usta ołowiem, a paznokcie formaldehydem? Wytrwale wcierasz w swoją skórę resztki po ropie naftowej? Przed poceniem chronisz się warstwą aluminium? Makijaż oczu wykonujesz arsenem? Bzdura? Niekoniecznie.

Ktoś mądry policzył, że kobiety używające na co dzień szminki do ust, zjadają w ciągu swojego życia nawet 5 (pięć!) kilogramów tego produktu u (razem z ołowiem i innymi smacznymi substancjami). Badania przeprowadzone na grupie 100 dziewcząt dowiodły, że już trzydniowa przerwa w stosowaniu drogeryjnych kosmetyków znacznie obniża poziom toksyn w organizmie (badania przeprowadzone przez University of California w Berkeley opublikowane w „Environmental Health Perspectives”). Czym najbardziej trujemy się na co dzień? Jakie toksyny w kosmetykach występują najczęściej?

Niezwykle trwałe i niezwykle szkodliwe

Coraz intensywniejszy połysk, coraz trwalszy kolor… Współczesne kobiety marzą o takich szminkach czy błyszczykach, nic więc dziwnego, że producenci reagują na oczekiwania swoich klientek wypuszczając na rynek coraz bardziej naszpikowane szkodliwymi substancjami kosmetyki kolorowe. Cała tzw. kolorówka jest pełna toksyn – od ołowiu w szminkach, przez kadm w korektorze, nikiel w pudrze po… arszenik w tuszu do rzęs. Producenci zastrzegają, że wykryte w kosmetykach metale ciężkie nie są składnikami (zresztą w składzie produktu na opakowaniu na pewno ich nie znajdziecie), ale substancjami ubocznymi, zanieczyszczeniami.

toksyny w kosmetykach

Regularne stosowanie tego typu produktów prowadzi do gromadzenia szkodliwych substancji w organizmie, te natomiast mogą wpływać szczególnie na zmiany hormonalne, płodność oraz dziecko w okresie prenatalnym. Dlatego tak ważne jest, by w ciąży zadbać o maksymalne bezpieczeństwo matki i dziecka unikając toksyn przynajmniej w kosmetykach. Nie jest to jednak łatwe – marki nie informują o pełnym składzie produktów, a samodzielnie nie jesteśmy w stanie sprawdzić, na ile bezpieczna jest szminka, której na co dzień używamy. Znany test ze złotym pierścionkiem (rozsmarowaną na wierzchu dłoni pomadkę pociera się złotem – jeśli jej kolor sczernieje, to znaczy, że zawiera ołów) nie daje stuprocentowej pewności.

Olej mineralny, parafina, olej parafinowy

Produkty oczyszczania (destylacji) ropy naftowej wchodzące najczęściej w skład kremów i balsamów. Dlaczego? Szybko „poprawiają” stan skóry, sprawiając, że wydaje się bardziej elastyczna i  nawilżona. W rzeczywistości zatykają pory, absorbują kurz, uniemożliwiają skórze oddychanie oraz wydzielanie łoju na zewnątrz. Stwarzają idealne warunki dla rozwoju bakterii beztlenowych, przyspieszają starzenie się skóry, wywołują zaskórniki, trądzik…

Parafina jest tania i łatwo dostępna, stąd jej popularność. Co ważne, wchodząc w skład kosmetyku parafina sprawia, że żadne z jego pozostałych składników – choćby najlepsze – nie dostaną się wgłąb skóry. Tak więc co z tego, że wydamy pieniądze na krem z takim czy innym drogocennym olejkiem, witaminą czy koenzymem, skoro żadne z nich nie wniknie w skórę. Właśnie dzięki parafinie.

Formaldehyd w lakierach i odżywkach do paznokci

toksyny w kosmetykach

To substancja, w roztworze której konserwuje się tkanki (formalina). Po co? Dlaczego? Właśnie dlatego – ze względu na właściwości silnie konserwujące oraz bakteriobójcze. Niestety, formaldehyd wykazuje również działanie rakotwórcze, podrażnia spojówki i skórę, jest alergenem. Utwardza płytkę paznokcia, sprawiając, że lakier lepiej się jej trzyma (w tańszych lakierach kolor czasami „wchodzi” w paznokieć – dzięki formaldehydowi właśnie). Nie dość, że malując paznokcie takim lakierem działamy na bezpośrednio na nie i skórę, formaldehyd także wdychamy pochylając się nad malowanymi dłońmi czy stopami.

Choć początkowo efekty stosowania odżywek czy lakierów z formaldehydem mogą być zadowalające, paznokcie w końcu odwdzięczą się nam osłabieniem, łamliwością, żółtawym kolorem. W skrajnych przypadkach może nawet dojść do onycholizy – oderwania się płytki paznokcia od łożyska. Leczenie wymaga interwencji dermatologa i nie należy do przyjemnych.

Zdjęcia: pixabay.com

Dodaj komentarz

Top